Władysławowo


Na wakacje 2013 plany mieliśmy właściwie sprecyzowane już od bardzo dawna. Miało być Morze Bałtyckie i kwestią było tylko, która miejscowość będzie na naszym celowniku. Po wielu pokonanych problemach ostatecznie stanęło na Władysławowo. Pobyt nad Bałtykiem mieliśmy spędzić w przyczepie, jednak los okazał się okrutny i wybraliśmy się na kwatery.
Władysławowo - plaża

Po naszym poprzednim wyjeździe do Lublina posłuszeństwa odmówił nam silnik w BMW. Nie mieliśmy już ani ochoty, ani dość dużych pieniędzy inwestować w to auto i po baaaardzo długich dyskusjach stanęło – kupujemy nowy wóz Land Rover Discovery II. To niestety mocno pozmieniało nam plany. Z dwóch tygodni nad morzem zrobił się tylko tydzień. Musieliśmy zaciskać jak najmocniej pasa, aby wyrobić ze wszystkim finansowo. Ostatecznie wyjechaliśmy we wtorek 2-go lipca, a do domu wracamy tydzień później we wtorek 9-go lipca.

Dzień 1 – 2.07

Położenie Władysławowa na mapieZ domu wyjechaliśmy rankiem i po 7 godzinach spokojnej jazdy dotarliśmy na miejsce o 13:30. Po drodze mieliśmy pogodę najpierw słoneczną, by w okolicach Elbląga trafić na deszcz. Gdy wjeżdżaliśmy do Władysławowa cieszyliśmy się już słońcem co jakiś czas skrywającym się za chmurami. Przy wjeździe już do miasta wykonaliśmy telefon do właścicieli wynajmowanego przez nas pokoju, aby nas pokierowali do siebie. Kwatera, znaleziona na stronie www.wladek.pl, była już umówiona i zaliczkowana, tak więc po dopełnieniu formalności i rozpakowaniu się mogliśmy cieszyć się już urokami urlopu i pobytu nad morzem.
Na pierwszy nasz spacer poszliśmy od razu na plażę, aby Kubie pokazać ogromną kałużę zwaną morzem i nieco mniejszą piaskownicę zwaną plażą. Po zobaczeniu takiej ilości piasku i wody nasza pociecha oszalała. Kubuś ganiał i przewracał się po piasku.Władysławowo - plaża

Nic nie było wstanie go zatrzymać. Kąpiel w morzu trwała tylko kilka minut – woda wydawała się zimna i dziecko nie znając takich rozmiarów wody robiąc krok za daleko przewróciło się i całe zamoczyło. Mokrego Kubę przebraliśmy i poszliśmy na obiad do baru. Tu zamówiliśmy po kotlecie szwajcarskim z frytkami i dla Kuby pulpety w sosie chrzanowym. Po obiedzie jeszcze krótki spacer główną ulicą Władka i powrót do pokoju. Tutaj szybko się ogarniamy i idziemy spać.

Dzień 2 – 3.07

Pobudka była jak dla nas wcześnie rano bo już o 6:30. O dziwo czujemy się wyspani. Kubuś jak co rano zjada swoją ulubioną kaszę manną, my robimy sobie kanapki i kawę. Po śniadaniu idziemy do sklepu na małe zakupy i szybko ruszamy na plażę. Dzisiaj mamy dzień słodkiego nic nieróbstwa i cały dzień zamierzamy plażować. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy i od plaży mieliśmy przerwę tylko na obiad i popołudniową drzemkę Kubusia.
Wieczorem wybraliśmy się z powrotem na plażę, tym razem koło największego poru rybackiego w Polsce. Mieliśmy ochotę na oglądanie pięknego zachodu słońca. Niestety widowisko odwołały chmury, które gęsto nadciągnęły od zachodu. Nie było innego wyjścia jak wracać w wynajmowane cztery kąty i kłaść się spać. Jutro też jest dzień.Władysławowo - zachód słońca

Dzień 3 – 4.07

Dzień ten zaczęliśmy od plażowania. Kubuś ganiał, bawił się w piasku i kazał nosić sobie wodę w wiaderku. Teraz byliśmy trochę mądrzejsi i rozbiliśmy się jak najbliżej wody, aby nie robić kilometrów za solanką. 😉 Tym razem wygnała nas, jak i większość wczasowiczów, znad wody burza. Jak się okazało nie spadła ani kropla. Burza przeszła bokiem. Jak już się znaleźliśmy w domu był czas na obiad i codzienną drzemkę najwspanialszego brzdąca na świecie.
Po obiedzie wymyśliliśmy sobie zwiedzanie domu, który stoi do góry nogami oraz obejrzenie wystawy „Najstraszniejsze tarantule i skorpiony świata”. Na pierwszy ogień poszedł dom do góry nogami. Po dojściu na miejsce (dom znajduje się na terenie Ośrodka Sportu przy ulicy Sportowej) opłaceniu wejścia (9zł osoba dorosła) przenieśliśmy się w miejsce, gzie nasze mózgi (a może błędniki ?) zupełnie głupieją. Czuliśmy się i poruszaliśmy, jakbyśmy wypili kilka wysokoprocentowych napoi. To co odczuwaliśmy, będąc w tych pomieszczeniach nie da się opisać, to trzeba przeżyć. 😛Władysławowo - dom do góry nogamiWładysławowo - dom do góry nogami
Później postanowiliśmy pospacerować Aleją Gwiazd Sportu. Tutaj obejrzeliśmy gwiazdy z nazwiskami sportowców i udaliśmy się pod kościół na ulicy Żeromskiego. Tutaj znajduję się kolejny nasz cel – wystawa pajęczaków. Wcześniej jednak przysiedliśmy na ławeczce Jana Pawła II, zrobiliśmy sobie po pamiątkowym zdjęciu. Jeszcze dwa kroki i po opłaceniu wstępu (7zł osoba dorosła) zaczęliśmy podziwiać tarantule i skorpiony. Zobaczyliśmy kilka tych pięknych stworzeń i bonusowo krocionogi, ale sama wystawa niestety zawierała małą ilość gatunków. Można by rzec, że była uboga.Tarantula

Po pająkach przyszedł czas na lody świderki. Niestety i tam razem przegnała nas burza. Tym razem skutecznie, bo dopadła nas dosyć daleko od domu i pięknie przemoczeni wróciliśmy na nocleg.

Dzień 4 – 5.07

Tak samo jak przez poprzednie dwa dni tak i dzisiaj rano wybraliśmy się na plażę w celu poprawiania koloru naszej skóry. 😛 Później standardowo obiad i popołudniowa drzemka Kubusia.
Po południu chcieliśmy wybrać się na ulicę Morską do Hallerówki tj. muzeum gen. Józefa Hallera i jego pomnik. Muzeum miało niestety zostać zamknięte za kilka minut, ale nic to wrócimy tu później. Po muzeum udaliśmy się pod pomnik gen. Hallera. Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia pozwoliliśmy Kubie pohasać po placu zabaw, który się w tym miejscu znajduje. Nie obeszło się też bez lodów świderków.
Następnie udaliśmy się na szybką kolację. Chcieliśmy zobaczyć obowiązkowy punkt programu jakim jest zachód słońca nad morzem, tym bardziej, że pogoda dzisiaj nam sprzyjała. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Wreszcie mogliśmy się nacieszyć sobą i pięknym widokiem. Dla takich chwil warto pracować cały rok.

Dzień 5 – 6.07

Nasze poranne wyjścia tak nam weszły w krew, że postanowiliśmy tego nie zmieniać. Tak więc plaża, słońce, woda … do obiadu. Po obiedzie w Alei Gwiazd Sportu było dosyć ciekawie, gdyż odbywał się XV Światowy Zjazd Kaszubów. Mieliśmy okazję zapoznać się troszkę z tą kulturą. Poznaliśmy stroje, rzeźbę i gwarę. Przeszliśmy się również po straganach, lecz Kuba był tym wyraźnie zmęczony, czego dawał dowody. Postanowiliśmy pójść na lody i na plażę. To naszemu synowi zdecydowanie odpowiadało. I tak nas zastał wieczór. Nie pozostało nic innego, jak udać się do pokoju na spoczynek.

Dzień 6 – 7.07

Jest niedziela i tego dnia pozwoliliśmy sobie troszkę dłużej pospać. Na plaży znaleźliśmy się dopiero przed 12:00. Pogoda była super miła. Grzało słonko, wiatr był prawie niewyczuwalny. To się odbiło na naszej opaleniźnie. 🙂 Nawet troszkę za bardzo, bo odczuwaliśmy później lekkie poparzenie. Leżenie na plaży było tak miłe, że na obiad udaliśmy się dopiero koło 17. Na dzisiaj sobie wybraliśmy rybkę i w tym celu udaliśmy się do baru przy porcie. Wiola zamówiła filet z dorsza i frytki, ja flądrę z frytkami, zaś Kubuś same frytki. Niestety, ale rybka smakowo w naszych odczuciach pozostawiała wiele do życzenia. Po Prostu uważamy, że była niedoprawiona.
Po obiedzie wyruszyliśmy na spacer do portu. Musieliśmy się przejść falochronem i popatrzeć na Półwysep Helski. Oglądaliśmy również łodzie rybaków i statki wożące pasażerów, które wpływały do portu.
Przy powrocie z końca falochronu załogi statków zapraszały na rejs po Bałtyku. Zaczęliśmy się zastanawiać nad tym i skusiliśmy się na ofertę załogi łodzi Storm V. Za rejs zapłaciliśmy po 10zł od dorosłej osoby. Obawialiśmy się tylko choroby morskiej. Jak się później okazało niepotrzebnie. Rejs i dosyć spokojne morze były na tyle dla nas delikatne, że nie zwróciliśmy niedawno zjedzonego obiadu.
W drodze na nocleg wstąpiliśmy na kebaba, bo z głodu nam bardzo burczało w brzuchach. To była właściwie nasza kolacja.

Dzień 7 – 8.07

Po wczorajszym lekkim przypaleniu w poniedziałek musieliśmy sobie odpuścić plażowanie. Nie chcieliśmy ryzykować poparzenia się. Tak więc postanowiliśmy zrobić to co nam nie udało się w piątek – odwiedziliśmy Hallerówkę. Bilet wstępu dla osoby dorosłej 4zł.

Dzień 8 – 9.07

No i niestety nastał dzień naszego powrotu do domu. 🙁 Droga minęła nam w spokoju i bez problemów.

Będąc na urlopie zebraliśmy materiał filmowy i stworzony został film z tej krótkiej przygody.

To może Cię zainteresować:

  • Zegrze 201216 września 2012 Zegrze 2012 O wyjeździe nad Zegrze myśleliśmy już jak tylko pojawiła się propozycja spotkania na forum camperteam. Do ustalenia daty nie wiedzieliśmy czy się […]
  • Na południe od Warki5 maja 2014 Na południe od Warki Dla nas wielka majówka w 2014 miała tylko jeden dzień. Był to 1 maja. Myśleliśmy co zrobić, aby efektywnie wykorzystać ten jeden dzień. Szukając […]
  • Pyrzyce25 maja 2013 Pyrzyce Pyrzyce to niewielka miejscowość w województwie zachodniopomorskim, przy dawnej drodze krajowej nr3, która prowadzi ze Świnoujścia m.in. przez […]
  • Warszawa21 stycznia 2013 Warszawa Stary rok 2012 odszedł w zapomnienie, a zanim przyszedł 2013 z nowymi planami. Nim jednak Plany będą dochodzić do realizacji postanowiliśmy ruszyć […]
  • Między Mazowszem a Podlasiem17 września 2013 Między Mazowszem a Podlasiem 14. września wybraliśmy się razem na wycieczkę "Między Mazowszem a Podlasiem", która jest jedną z wycieczek cyklu Mazowiecka Włóczęga organizowaną […]