Choroba lokomocyjna i dziecko w podróży 4


Kuba jest żywym czterolatkiem kochającym samochody zarówno zabawki jak i te prawdziwe. Niestety tylko do pewnego momentu. O ile króciutkie przejazdy samochodem nie stanowią dla niego problemu, o tyle dalsza wyprawa to już wyzwanie. Zaczynają się problemy z nudnościami, wymiotami, itd. Jednym słowem utrapieniem jest kinetoza, czyli choroba lokomocyjna. Na szczęście w większości przypadków dolegliwości udaje się wyeliminować, lub skutecznie zredukować. A jak z tym jest u nas?
Choroba lokomocyjna i dziecko w podróży

Przyczyny kinetozy

Przyczyną choroby lokomocyjnej jest rozbieżność sygnałów jakie docierają do naszego mózgu. Z jednej strony nasz mózg dostaje informacje od błędnika, że jesteśmy w spoczynku, z drugiej nasze oczy wysyłają sprzeczne dane – zmieniające się krajobrazy, mijane drzewa, domy samochody świadczą o naszym przemieszczaniu się. Także przyspieszanie, hamowanie, skręty czy wstrząsy na wybojach, są przez mózg rejestrowane. Problemy z chorobą mogą być wzmacniane przez słabą wentylacje wnętrza pojazdu oraz zapach spalin. Tak odmienne sygnały sprawiają, że nasz organizm ma problemy z odnalezieniem się w tej sytuacji, co w konsekwencji prowadzi do przykrych objawów.

Objawy

Innymi objawami oprócz chyba najczęściej występujących wymiotów to ślinotok, ogólne zmęczenie i znużenie, pocenie się i zawroty głowy. W przypadku naszego dziecka dodatkowo staje się bardzo marudne.

Jak z tym walczymy

Nasza walka z chorobą lokomocyjną rozpoczyna się już z samego rana. Kubuś zamiast ulubionej kaszy mannej gotowanej na mleku, dostaje lekkostrawną kanapkę. Najczęściej jest to kanapka z szynką, lub inną delikatną wędliną i lekko osłodzona herbata na około godzinę przed wyjazdem. W żadnym wypadku nie podajemy mu nabiału.
W samochodzie nasza pociecha dostaje miejsce siedzące z przodu, oczywiście w foteliku. 🙂 Na tyle siada mama. W czasie jazdy dziecko patrzy do przodu, a tak postrzegany mijający krajobraz przez mózg jest odbierany zupełnie inaczej. W czasie podróży brzdąc ma wokoło siebie kilka zabawek, które pozwalają mu się choć na chwilę zająć czymś innym. Dodatkowo jest zajmowany przez nas różnymi zabawami np. jak robi krówka, gdzie jest konik …
W trakcie jazdy nie dajemy do jedzenia żadnych słodyczy, kanapek itp. rzeczy. Jedyne co nasz bąbel dostaje to picie – zawsze jest to woda mineralna niegazowana. Jeśli Kuba domaga się jedzenia czynimy to podczas przerwy zazwyczaj sporo dłuższej.
Wsiadając do samochodu jesteśmy przygotowani na to, że postojów będzie kilka dużo dłuższych niż na siusiu czy tankowanie. U nas taki postój trwa zazwyczaj nie krócej niż 30min.

Powyższe zabiegi sprawiły, że nasz przedszkolak praktycznie przejeżdża kilkaset kilometrów bez żadnych dolegliwości. Mało tego. Zupełnie zrezygnowaliśmy z podawania Lokomotivu w syropie! Staramy się podawać jak najmniej różnych specyfików naszemu maluchowi. Tak postępowaliśmy np. przy naszym ubiegłorocznym wyjeździe do Władysławowa. Droga przebiegła wówczas bez żadnych komplikacji.

A co jeśli …

Jeśli już dojdzie do nieprzyjemnych niedyspozycji naszego przedszkolaka to gdy tylko zaczyna robić się marudny i rozdrażniony od razu szukamy miejsca na postój. Musimy działać szybko, gdyż minuta zwłoki może nas kosztować gorszymi konsekwencjami niż tylko grymasy.
Zawsze mamy w oddzielnej torbie przygotowany zestaw awaryjny. W jego skład wchodzi rolka papieru ręcznikowego, nawilżane chusteczki, ubranie zależne od pory roku oraz pielucha tetrowa, butelka wody (zazwyczaj mineralnej niegazowanej, wykorzystywanej również do picia) oraz reklamówka na brudne i brzydko pachnące ubranie. Na szczęście zestaw ratunkowy nie był nam jak do tej pory potrzebny. 😀

Pamiętajmy

Każde dziecko jest zupełnie innym człowieczkiem i wymaga indywidualnego podejścia. Powyższe doświadczenia w podróży  z dzieckiem cierpiącym na chorobę lokomocyjną są wypracowane przez nas i działają u nas. Nie ponosimy jednak żadnej odpowiedzialności za zastosowanie tych porad w praktyce u innych.

Mamy jednak nadzieję, że nasze doświadczenia pomogą rodzicom w podróżowaniu z dzieckiem cierpiącym na kinetozę. A może macie już pociechę, z którą „jest problem” i podzielicie się swoimi doświadczeniami?

To może Cię zainteresować:

  • ADAC21 kwietnia 2013 ADAC Poszukiwaliśmy ubezpieczenia assistance , ale takiego, które objęłoby nie tylko nasze auto. Ubezpieczenie to w razie awarii naszego holownika, musi […]
  • Pierwsza pomoc26 sierpnia 2012 Pierwsza pomoc Tym razem nie o naszej wycieczce, ale o bardzo ważnym zagadnieniu - pierwsza pomoc. O ratownictwie przedmedycznym nigdy za dużo. Tak więc ten wpis […]
  • Tread Lightly1 sierpnia 2013 Tread Lightly Tread Lightly! to znaczy Jedź Delikatnie! Być może słyszałeś już tę nazwę, być może czytałeś o niej na stronie www.treadlightly.org i wiesz, że […]
  • Gry karawaningowe25 października 2013 Gry karawaningowe Tym razem coś dla zabicia nudy w deszczowe dni na kempingu bądź długie jesienne wieczory - gry karawaningowe znalezione w internecie. Życzymy […]
  • Hymer Eriba Nova 49120 marca 2013 Hymer Eriba Nova 491 Pod naszym oknem zaparkowała Hymer Eriba Nova 491, nasza pierwsza przyczepa kempingowa . Co prawda miał być kamper, ale niestety z różnych przyczyn […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge

4 komentarzy do “Choroba lokomocyjna i dziecko w podróży

  • Tomasz

    Kawał dobrej roboty. Wspaniale, że jeszcze istnieją takie ludzie jak ty! Nie dość, że piszą konkretnie i rzeczowo, to jeszcze nie można zapomnieć o tym, że Twój blog jest czymś wspaniałym. Jestem niezwykle zadowolony z tego, że znalazłem Twój blog i przyjemnością czytam zawarte w nim informacje. Zastanawia mnie jedno. Skąd ty bierzesz pomysły na to wszystko? Czy coś wpływa na podejmowanie takich decyzji, aby powstał taki a nie inny temat? Z przyjemnością czekam na kolejne Twoje posty w których również chętnie wyląduję i zapoznam się z treścią. pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Mikołaj Leszczyński Autor wpisu

      Dzięki Tomek.
      Jestem człowiekiem raczej energicznym, ciekawym świata i życia. Jeśli mi zaświta jakiś pomysł staram się go zrealizować. Wychodzę z założenia, że lepiej coś zrobić, niż umrzeć i żałować, że się tego nie zrobiło. 😉

  • Ewa

    Bardzo ciekawy artykuł. Polecam rodzicom , którzy mają dzieci w wieku przedszkolnym. Moje przedszkole organizuje co roku wycieczkę poza miasto dla wszystkich dzieci – zarówno małych 3-letnich , jak i większych. Zawsze przypominany rodzicom , by przed wyjazdem nie dawali dziecku do jedzenia zbyt obfitego śniadania , a na drogę nie dawali dzieciom słodyczy.

  • Estera

    Moi chłopacy (3 i 6 lat) na szczęście nie mają choroby lokomocyjnej. Chociaż na przykład mój brat znosił wszystkie podróże bez żadnych dolegliwości, a nagle w wieku ok. 10 lat zaczął zawsze wymiotować w dłuższych trasach. Teraz ma lat 26 i ani śladu po chorobie lokomocyjnej. Dziwna sprawa 🙂